Męskość i kobiecość: prawdziwa vs. fałszywa

Dzisiejsze czasy jak rzadko które pokazują nam naocznie, jak się przejawia i do czego prowadzi spowodowany odrzuceniem Bożego planu nieład w przeżywaniu swojej męskości lub kobiecości przez ludzi. Staje się to wezwaniem do ponownego odkrycia przez nas tego planu i do wcielenia go w życie. Ludzkość ma dziś niezaspokojoną potrzebę prawdziwych mężczyzn i prawdziwych kobiet; tęskni wręcz za nimi. Ale to od każdego i każdej z nas zależy, czy to właśnie my staniemy się odpowiedzią na tę potrzebę i tęsknotę, przyjmując w pełni to, kim z woli Bożej jesteśmy, i z Jego pomocą podejmując trud życia zgodnie z tym, co zapisał w naszej naturze, zranionej wprawdzie grzechem, ale odnowionej przez Chrystusa. Dzięki Niemu możemy uniknąć pułapek i błędów współczesnego świata, sprzeciwiając się powszechnemu dążeniu do chaosu, ujednolicenia i androgynizmu, odkrywając swój prawdziwy, a nie zmyślony, potencjał i pozwalając mu się rozwinąć – najpierw w nas, a następnie w innych ludziach.


A jaki jest ten Boży plan dla męskości i kobiecości?


Męskość jest z natury obdarzona szczególną skłonnością i zdolnością do poznawania i przemieniania świata przez pracę swojego umysłu i narzędzi (w tym własnych rąk). Męska siła – nie tyle, choć także, fizyczna, lecz przede wszystkim duchowa, siła charakteru i cnoty, zwłaszcza w obliczu trudności lub niebezpieczeństw – jest przeznaczona do tego, by aktywnie wychodzić z inicjatywą, otaczać innych opieką, bronić ich, podnosić i podtrzymywać, zaprowadzając rozumny i sprawiedliwy, zgodny z Bożym prawem porządek w świecie osób i rzeczy, a przede wszystkim w sobie samym. Dzięki temu mężczyzna może stać się dla innych ojcem, tzn. tym, który daje życie, tworząc pewne bezpieczne ramy, w których drugi człowiek może odkrywać i rozwijać swój potencjał. Jest on więc tym, który buduje dom i broni go; który zdobywa pożywienie i ze zgromadzonych przez siebie zasobów żywi innych; który jest dobrym przewodnikiem, w sposób pewny i zdecydowany prowadzącym innych bezpiecznymi ścieżkami do właściwych celów.


Oczywiście, przede wszystkim i w sposób szczególny uzdolnieni i powołani do realizowania w sobie tej zdrowej męskości są mężczyźni; niemniej, również i kobiety mogą i powinny dążyć do odkrywania w sobie np. (kojarzonej z męskością) wewnętrznej siły i męstwa, czy też prymatu rozumu i woli nad uczuciowością i zmysłowością. Ponadto mogą one i powinny szukać tychże cech u mężczyzny, z którym pragną się związać, i te właśnie cechy u niego „dopingować”, wzmacniać (to samo dotyczy matek synów). Podobnie jest też w drugą stronę: mężczyźni też posiadają przecież cechy „kobiece”, jak choćby wrażliwość, czułość, zdolność do przyjmowania daru i wchodzenia w relacje; i te cechy u nich też nie są niczym złym, a nawet wręcz przeciwnie. Poza tym przy męskim mężczyźnie (który nie boi się kobiecości, ani tej przejawiającej się w swoim własnym wnętrzu, ani tej w pełni realizującej się w kobiecie) kobieta (żona, córka…) może w pełni rozwijać swoją kobiecość, i odwrotnie: mądra, mężna kobieta będzie potrafiła w zdrowy sposób wychować swoich synów, kształtując w nich postawę szacunku wobec kobiet, a nawet pewnej „rycerskości”.


Kobieta według Bożego planu ma być przede wszystkim piękna – tym pięknem, które pociąga, kusi i wabi; ale jeśli jest ono prawdziwe, połączone z czystością i prawością, i wierną miłością, to będzie ono kusić i wabić do dobrego, a nie do złego. Już w tym wyraża się ta szczególna cecha kobiecości, którą jest nie bierność, lecz aktywna receptywność: zdolność do przyjmowania daru i do składania siebie w darze. Jej szczególne wyczulenie na drugą osobę, na relacje i miłość, wraz z jej wyjątkowym i szczególnym związkiem z życiem i jego pielęgnowaniem, sprawia, że niektórzy mówią wręcz o „geniuszu kobiecym”, mającym stanowić antidotum na współczesny, zbyt jednostronnie „męski” (oczywiście, chodzi tu o męskość wypaczoną, do czego zaraz wrócę) sposób myślenia i działania, jaki opanował dzisiejszy, zwłaszcza zachodni świat. Kobiecość autentyczna, odkupiona, święta pociąga do troski i szacunku wobec osoby, życia i sacrum, czyli wobec wartości najwyższych i najświętszych. Tak przeżywana, kobiecość staje się z kolei źródłem światła, życia i pojednania dla wszystkich osób, pozwalając im się rozwijać jako osoby właśnie, w zdrowych relacjach do świata, do innych i do samych siebie. Kiedy ten dar zostaje prawidłowo przyjęty i odwzajemniony, przynosi on niesamowite wręcz owoce. Rzecz jasna, wrażliwość czy receptywność, jak już nadmieniłem, przejawiają się także u mężczyzn; zresztą wobec Boga, Oblubieńca, i Jego inicjatywy Miłości każdy człowiek, cały Kościół i w ogóle całe stworzenie jest w jakimś sensie „kobiece”, bo ma ono odpowiadać na wezwanie do przyjęcia z otwartością daru Boga i do dania Mu w odpowiedzi całego siebie, po to, by się z Nim na zawsze zjednoczyć i już bez końca cieszyć się Nim, który jest pełnią życia, pełnią prawdy, dobra i piękna.


Niestety, jak wspomniałem na początku, dzisiejszy świat promuje zgoła inne obrazy męskości i kobiecości. Chodzi o męskość i kobiecość wypaczone (też w dużej mierze wymieszane), upadłe, odwrócone od Boga, Dawcy istnienia, i przez to zapętlone w swojej własnej nicości.


W miejsce prawdziwej męskości i jej autentycznych wzorów świat proponuje nam kult siły, przemocy, oraz nauki i techniki; nieokiełznaną pożądliwość, histerycznie domagającą się natychmiastowego zaspokojenia; chęć panowania i narzucania innym własnej woli przemocą. Taki świat odrzuca logikę daru, a nawet relacje i samą naturę w imię autokreacji i samowyzwolenia, w ramach fałszywego postępu, pędzącego ku nieosiągalnej utopii, jakże często i rychło kończącej się jako kolejny krwawy totalitaryzm. U mężczyzn taki fałszywy obraz męskości przejawia się m.in. w egocentryzmie, liberalizmie (własna wolność od wszystkiego ponad wszystko), technokracji itd.; u kobiet natomiast, paradoksalnie, w wielu nurtach tradycyjnego feminizmu oraz w różnych współczesnych ideologiach, głoszących (otwarcie lub nie) prymat działania nad byciem, oraz że kobiecość jest czymś gorszym, słabszym, mniej efektywnym, że liczy się tylko męska produktywność, a nie kobieca receptywność, co ostatecznie prowadzi do wyparcia się przez kobiety swojej własnej natury i do wiecznego niespełnienia. W ten sposób człowiek odczłowiecza się, stając się twardym i silnym cyborgiem, samowystarczalną, wydajną maszyną, skonstruowaną przez samego siebie jako dumne (i krótkowzroczne) wyzwanie dla natury i świata relacji.


Lecz nie jest to niestety jedyny przejaw upadku współczesnego człowieka; bowiem za wieżą Babel zbudowaną przez upadłych mężczyzn ciągnie się długi i gęsty cień upadłej kobiecości. Jej istotą jest, jak się zdaje, odrzucenie transcendentnego, „męskiego” Boga judeochrześcijan w imię immanentnej „bogini”, kuszącej wygodnym samounicestwieniem w śnie rozkosznego odurzenia, ucieczką od trudów, zasad, obowiązków, konsekwencji etc. O ile prawdziwa kobiecość jest matką życia oraz strażniczką piękna i ładu, o tyle ta fałszywa jest chaosem, otwartym grobem, zachłannie pożerającym kolejne, wabione przez siebie ofiary. U mężczyzn przejawia się ona m.in. w zniewieściałości, oderwaniu od własnej płci, tęsknocie za kochanką gotową ich uszczęśliwić bez zobowiązań, za powrotem do błogiej nieświadomości embrionu, byle tylko nie musieć podejmować wysiłku i stawiać czoła wyzwaniom, dylematom i niepowodzeniom niesionym przez życie i relacje. To coś w rodzaju zbiorowego kompleksu Edypa, w ramach którego człowiek chce zabić Boga, swojego Ojca, by móc powrócić do pierwotnego łona matki-ziemi, a ostatecznie – do łona nicości (czyli innymi słowy: połączenie Freudowskich popędów życia i śmierci). U kobiet natomiast ta upadła idea kobiecości przejawia się m.in. w egocentryzmie, w kulcie własnego ciała oraz przyjemności zmysłowej i emocjonalnej, a także w niezaspokojonym głodzie tychże przyjemności, posiadania, znaczenia etc.


Zarówno jedno, jak i drugie prowadzi ostatecznie do śmierci: albo do samotnego samobójstwa, albo do utonięcia w zbiorowej orgii. Dlatego dziś jak chyba nigdy wcześniej potrzeba nam prawdziwych, zdrowych mężczyzn, umiejących być męskimi nie gardząc równocześnie kobiecością, oraz prawdziwych, zdrowych kobiet, umiejących być prawdziwie kobiecymi, nie gardząc równocześnie męskością. A najbardziej potrzeba nam zdrowych rodzin, w których dzieci będą miały od początku dobre przykłady wcielania tych dwóch zasad w życie, zgodnie z tym darem i powołaniem, jakie każdy i każda otrzyma od Boga, Ojca nas wszystkich. Nam z kolei za przykład niech posłuży Święta Rodzina z Nazaretu: św. Józef – wzór mężczyzny (choć wcale nie tylko męża i ojca); Maryja – wzór kobiety (znowu: nie tylko żony i matki), i wreszcie Jezus: wzór dla każdego człowieka – bo choć stał się On i pozostaje na zawsze mężczyzną, Oblubieńcem, to jednak naśladowanie Chrystusa nie jest wcale zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn; a poza tym kobiety mogą i powinny znajdować w Nim swojego najlepszego Obrońcę i Oblubieńca swoich dusz, do czego mają predyspozycję większą niż mężczyźni (choć i oni są do tego zdolni).


W ten sposób człowiek, mężczyzna i kobieta, może odnaleźć się na nowo w Chrystusie, i osiągnąć prawdziwe szczęście na Ziemi i w Niebie; nie na przekór Bożemu prawu, ale w nim i dzięki niemu.


Z Bogiem i Maryją.