Ten vlog mnie natchnął. Zorientowałem się w jaki sposób możemy walczyć z tymi, którzy pociągają za sznurki i faktycznie podejmują strategiczne decyzje. Okazuje się, że jeden Krzysztof Woźniak i jego vlogi niezmiernie przyczynił się do tego, że polskie wojska nie walczą jeszcze na Ukrainie. Zacząłem zastanawiać się o co chodzi? Nie było żadnych wystąpień antywojennych, żadnych protestów, nic nie odbyło się w przestrzeni fizycznej. Wtedy mnie olśniło dotarło do mnie, że decydenci z uwagą śledzą nastroje społeczne ale nie w oparciu o mniej czy bardziej fałszywe sondaże ale obserwując ruch (lajkowanie, udostępnianie i komentarze) na portalach społecznościowych. Vlogi Krzysztofa Woźniaka spowodowały wzrost społecznościowej aktywności antywojennej i dzięki temu polscy żołnierze jeszcze nie giną na Ukrainie. Gdyby tego nie było uznano by, że zaakceptujemy jako społeczeństwo wysłanie polskiego wojska na Ukrainę.
Kochani nasze bezpieczeństwo, nasza pomyślność itd. FAKTYCZNIE leży w naszych rękach. Potrzebny jest potężny propolski ruch na portalach społecznościowych krytykujący KAŻDĄ antypolską inicjatywę. Portale to faktyczne odzwierciedlenie nastrojów społecznych. Tyle razy słyszałem "Co mnie to obchodzi i tak nic nie mogę z tym problemem zrobić". Tymczasem okazuje się, że KAŻDY może wziąć udział w obronie Polski właśnie dzięki mediom społecznościowym. Każdy może przygotować wpisy w ramach protestu choćby "NIE DLA POLSKICH WOJSK NA UKRAINIE". Każdy może lajkować, udostępniać, czy komentować ważne materiały. Ten ruch jest MIERZALNY i świadczy o naszej determinacji.
Nie traćmy czasu WALCZMY, możemy mieć wpływ na naszą przyszłość, możemy sprzeciwić się tym, którzy dążą do zniszczenia Polski i Polaków. Oni bez naszej milczącej zgody nic nie zrobią. Nie milczymy protestujmy. Możemy to zrobić nawet bez wychodzenia z domu.
https://www.youtube.com/watch?v=7PYHdQqa4QA
Komentarze
Tak, każdy taki ruch w sieci jest MIERZALNY ale również NAMIERZALNY. Mój Przedmówca pisze w swoim komentarzu o tym, że obawia się utraty pracy, ale to nie tylko kwestia tego... Obserwując wydarzenia w Wielkiej Brytanii (aresztowanie za wpis na FB), czy nawet ostatnio w Polsce (dołek za komentarz pod adresem p. Owsiaka), ludzie nie zawsze są w stanie ponosić takie konsekwencje... Ktoś, kto żyje samodzielnie, jest odpowiedzialny tylko za siebie, może rozważać odważniejsze ruchy. Ktoś, kto na przykład nie chce, aby jego dzieci zobaczyły jak pewnego ranka policja "wchodzi na chatę", skuwa kajdankami matkę lub ojca i zabiera z domu za "mowę nienawiści" - będzie się zastanawiał nieco dłużej nad tym co udostępnia w sieci, jakich używa słów lub też w inny niż w Internecie sposób będzie działał na rzecz prawdy.
Zgadzam się z autorem, musimy mimo ewentualnych konsekwencji być widzialni w sieci. Ta widzialność sprawi, że inni będą odważniejsi, a władza będzie musiała się liczyć z naszym zdaniem.
Mogą tak się zachowywać dzieci do 18 roku życia, emeryci, którzy już nie pracują, rentierzy, którzy mają byt zapewniony. Prezesi oraz właściciele wielkich firm, których nie da się zwolnić i nie mają nikogo nad sobą. Reszta niech siedzi cicho i się rozwija aż dojdzie właśnie do takiej pozycji.
Nie zgadzam się. Jestem w takim położeniu, że przyznanie się do swoich racji i światopoglądu wiązałoby się z wyrzuceniem z pracy, wyśmianiem, wytknięciem, poniżeniem. Nie przez przypadek pieniądze leżą po stronie lewicowych ugrupowań. Oni wykluczają wszelkie przejawy patriotyzmu poprzez ostracyzm. Ja będę siedzieć cicho i pozwolę na odpływ gotówki z lewicowych kieszeni do mojej. Będziemy silniejsi tylko potrzebujemy cierpliwości, determinacji, znajomości praw finansowych i wytrwałości w bogaceniu się.