Co do człowieka niosącego Ogień Prawdy, odchodząc od partii, nazwisk, odrywając się od dzisiejszej sytuacji politycznej. Tak się zastanawiam próbując wysnuć wniosek na przyszłość:
Czy rozważając na którego kandydata oddać swój głos powinniśmy się kierować jedynie jego wiernością wartościom katolickim, tradycji i jego wiedzą z katechizmu?
Czy nie rozważać w ogóle struktur jego partii, doświadczenia politycznego, wiedzy, talentów, umiejętności, skuteczności, cech charakteru czy sytuacji politycznej w państwie?
Innymi słowy, czy hipotetyczny kandydat - Ksiądz z Bractwa Piusa X (oczywiście tylko jako pewna figura) byłby najbardziej słusznym kandydatem na prezydenta i "trzeba" na niego oddać głos?
Czy nie powinniśmy przykładać różnych oczywiście wag (ale jednak) do wszystkich tych rzeczy?
A z drugiej strony czy branie tych innych dość ważnych rzeczy pod uwagę nie jest, jak to niektórzy mówią, "pójściem na kompromis"?
Czy dotyczy to również innych zawodów czy tylko polityków?
I na końcu apel: nie oczekujmy zbawienia od polityków ????
"Ponieważ jednak celu, jakim jest nasycanie się Bogiem, nie osiągnie człowiek mocą ludzką, lecz Bożą, prowadzenie do tego celu ostatecznego nie jest zadaniem rządów ludzkich, lecz Bożych. Te rządy należą więc do tego Króla, który jest nie tylko Człowiekiem, lecz również Bogiem, mianowicie do Pana Jezusa Chrystusa, który czyni ludzi synami Bożymi i wprowadza ich do chwały niebieskiej” (De regimine principum II, 3). Urząd ten Chrystus powierzył Kościołowi i jego kapłanom. „Tak więc jemu, który ma się troszczyć o cel ostateczny, powinni być poddani i jego rozkazami winni się kierować ci, do których należy troska o cele wcześniejsze” (tamże).
"Od państw wymaga się tylko zachowywania Bożych przykazań i przestrzegania zasad sprawiedliwości, przy czym państwo zachowuje pełną autonomię w kwestiach czysto doczesnych. Władza Kościoła jest więc pośrednia i polega na całkowitym podporządkowaniu świeckiej władzy Kościołowi we wszystkich sprawach czysto duchownych, a także tzw. mieszanych. Te ostatnie sprawy są przedmiotem władzy zarówno duchowej, jak i świeckiej – są to np. zasady wychowania, małżeństwo i rodzina etc"
Polecam artykuł:
Komentarze
Szanowny użytkowniku,
Słuszne obawy i pytania postawiłeś w swoim wpisie, jednak aby mądrze na nie odpowiedzieć trzeba spojrzeć na obecny kontekst tego jak wygląda współczesna polityka
Po pierwsze, podchodząc do tego typu tematów, powinno się zawsze pamiętać i ufać, że każda władza od Boga pochodzi. Bóg nie jest odpowiedzialny za zło które dana władza czyni, jednak dopuszcza na tron władców, wedle własnej woli. Potwierdzają to słowa Pana naszego Jezusa do Piłata, a także nauczanie chociażby świętego Pawła w liście do Rzymian.
Wracając natomiast do obecnej polityki, współczesna sytuacja jest bardzo trudna, ponieważ panuje powszechne zepsucie obyczajów. Społeczeństwa trwają w ogłupieniu i tępocie moralnej czego konsekwencją jest to jak wygląda teraz świat. Konsekwencje również nie ominęły świata polityki.
Trzeba więc sobie zadać pytanie, skoro ludzie o złych intencjach opanowali światową politykę i sprawili, że zasady tej gry są brudne, to czy ktoś, kto chce na nowo prowadzić dobrą, moralną politykę musi iść na kompromisy z fałszem aby móc zrealizować swoje polityczne strategie?
Odpowiedź jest przecząca. Nie można porzucać nawet najmniejszej części dobrej idei wierząc że: „Jak już dojdę w ten sposób do władzy to wtedy przemycę całe dobro którę chcę przynieść ludziom”. Strategie polityczne nie powinny usprawiedliwiać dialogu z fałszem. Dlatego też myślenie, że lepiej jest wspierać polityków, którzy nie są w 100% czyści tylko dlatego bo mają większe szanse na sukces, a potem ufać że u po dojściu do władzy wprowadzą moralność do prawa jest naiwne i utopijne. Tak rzeczywistość nie działa.
Apostołowie nie chodzili na ustępstwa wobec Nauki którą nieśli światu, myśląc że to doprowadzi do większego dobra w przyszłości. To Bóg dopuścił takie okoliczności w czasie, że Nauka Katolicka zaczęła mieć posłuch w ludzkich sercach i odmieniała całe społeczeństwa.
Co do kandydatów katolickich takich jak Grzegorz Braun czy właśnie figura księdza z bractwa. Pomijając, że ksiądz nie jest od rządzenia (ale wiadomo że nie o to chodzi tutaj). Gdybyśmy mieli do wyboru kilku wiernych, a nie udawanych katolików możnaby rozpatrywać ich przez dalsze zalety takie jak umiejętności strategii politycznej, charyzma, osobowość itp. Kiedy jednak nie ma takiej możliwości i wśród setek polityków mamy garstkę takich osób, zawsze na pierwszym miejscu powinniśmy się kierować tym, czy dany kandydat do władzy jest prawy.
Może się bowiem z boku wydawać, że katolicy rzucają się na potencjalnego „kandydata katolika” bez namysłu, oczekując zbawienia z doczesnych trosk za pośrednictwem tej osoby. W prawdzie jednak to fakt że nie mamy za dużego wyboru sprawia że tak to z boku wygląda. Pan Grzegorz ma swoje wady, chociaż by to, że jego mowa nie jest przystępna dla przeciętnego słuchacza, (chodzi mi o formę). Jest człowiekiem więc napewno ma słabości jak każdy, jednak w sprawach ważnych, wyższej wagi jest jedynym osobnikiem, który do końca zachował spójność w swoich poglądach i postawach. Udowodnił swoją miłość do Polski i katolickich wartości dlatego DOPÓKI trzyma się tych zasad powinniśmy go wspierać. Go jak i każdego innego polityka który podobnie jak on będzie bezkompromisowy wobec zasad moralnych, których naucza Kościół katolicki.
Jeżeli już musisz się odnosić do obecnej sytuacji:
"Dlatego też myślenie, że lepiej jest wspierać polityków, którzy nie są w 100% czyści tylko dlatego bo mają większe szanse na sukces, a potem ufać że u po dojściu do władzy wprowadzą moralność do prawa jest naiwne i utopijne. Tak rzeczywistość nie działa".
Umiesz to poprzeć? Wg mnie artykuł się z tym nie zgadza.
Rozumiem też, że naprawdę wierzysz, że nie tylko Pan Braun, ale i jego Komitet Wyborczy (np Korwin) i ludzie z otoczenia są w 100 procentach czyści. Rządzić w pojedynkę się nie da.
To dopiero utopia ???? widzę że to "wojenka" czystej idei z pragmatyzmem
Wierzę, że w odpowiednim czasie, wtedy kiedy Pan Bóg uzna za stosowne, ludzie niosący Prawą Idee dojdą do władzy. Nie ważne czy to będzie Pan Braun czy ktokolwiek inny, czy jutro czy za 1000 lat.
Teraz się to może wydawać niemożliwe, ale w odpowiednich okolicznościach będzie to możliwe, czego dowiodło chociażby to jak moralność katolicka opanowała świat. Wiem natomiast, że nigdy nie jest dobrym, aby intencjonalnie odrzucać część prawdy kosztem większego dobra.
Ludzie naprawdę zapominają że Prawda i wartości za nią idące sa ponad polityką a nie mogą być jej poddane i że to polityka powinna poddać się pod nie a nie odwrotnie. Dlatego każdy człowiek który poddaje te wartości pod zasady tej brudnej gry nie jest w moich oczach godny zaufania w dłuższej perspektywie.
Próbuje jeszcze coś znaleźć odnosnie władzy pochodzącej od Boga, jak to właściwie rozumieć.
W każdym razie czytając artykuł natrafiłam na fragment:
"Ponadto poszanowanie dla religii objawionej wymaga również zwalczania rozpowszechniania błędów fałszywych religii (wedle okoliczności i roztropności politycznej, czasem bowiem trzeba tolerować zło, którego wykorzenienie powoduje jeszcze więcej zła) ..."
Co Pan na to w kontekście kompromisów? ????
Oczywiście artykuł z piusax
https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/2392
Pan wierzy, że ludzie prawicy dojdą do władzy. Na jakiej podstawie? Czy to jest gdzieś w Objawieniu? Chyba że chodzi o Królestwo Boże i samego Jezusa Chrystusa to ok.
Pan Bóg dał nam rozum i udziela łaski roztropności i trzeba z nich korzystać. Też żeby dochodzić do Prawdy właśnie. Ale póki społeczeństwo jest w stanie jakim jest, to nie ma na to większych szans.
Jeszcze raz, wg artykułu czyli spodziewam się, zgodnie z Tradycją Kościoła:
- od władzy wymaga się tego i aż, żeby przestrzegaly przykazań Bożych i były sprawiedliwe
- żeby w sprawach duchowych oraz mieszanych podlegały nauce Kościoła
I z tego co rozumiem to WYSTARCZY. Nie ma wymagania "100 % "czystości" od rządzących".
Przypominam też, że mowe u polityków można przyrównać do łowienia. A większość faktycznego działania z konsekwencjami (jeśli chodzi o polityków opozycji) sprowadza się do głosowan. I to przede wszystkim na nie powinniśmy patrzeć.
Od nauczania i prowadzenia do zbawienia są Duszpasterze.
Myślę że trochę rozjechał nam się temat więc doprecyzuję to co chciałem przekazać.
Uważam, że w czasach gdzie niemal każdy polityk działa wbrew prawu bożemu w mniejszy lub większy sposób, naszym punktem odniesienia powinno być przede wszystkim to czy polityk żyje i uważa prawdziwie po katolicku (w czasach panującego modernizmu jest to dodatkowo utrudnione)
Dlaczego? Bo mamy wtedy największe szanse na to, że dany człowiek będzie działać zgodnie z rozsądkiem a nie wpływami z zewnątrz. Pan Braun przykładowo, nie dość że deklaruje się jako katolik tradycyjny słowami, to udowodnił nie raz w czynach, że w sytuacjach kryzysowych zawsze działa wedle zdrowego rozsądku i jest gotów go bronić.
Nikt nam nie obiecał ze Prawy rząd dojdzie do władzy, ale my jako społeczeństwo mamy do tego dążyć. Bóg daje dobrego władcę jeśli ludzie na niego zasługują. Mówiąc o kimś w 100% czystym mam na myśli kogoś, kto nigdy nie odpuścił wartości w zamian za sukces polityczny.
Dla kontrastu weźmy polityków PiSu. Grają na katolickiej strunie, ale czy prawdziwy katolik robiłby swój wiec polityczny w kościele, na prezbiterium? Przy ołtarzu który jest zbudowany dla OFIARY PANA JEZUSA? Politycy PiSu to robią. Używają Boga jako narzędzia do osiągnięcia celu ale ich postawa daje jasny sygnał, że nie rozumieją tego co wyznają. Czy w takim razie mamy na nich zagłosować bo są dobrymi strategami? No nie. Bo ich strategia musi mieć jakiś punkt odniesienia. Skoro nie jest on prawdziwie katolicki to jaki?
Dlatego roztropnym jest, szczególnie w czasach w których żyjemy, aby głosować na ludzi rozsądku. Ludzi szczerych w tym co wyznają. Jeśli natomiast będzie wybór między takimi to wtedy można się kierować wszystkimi innym. Tak to widzę jeśli się mylę to przepraszam.
Jeszcze chciałabym o coś zagadnąć, rozważyć następującą hipotetyczna sytuację:
Mamy 3 partie:
jedna lewica z największym poparciem,
druga prawica wg Pana kryteriów 95% czystości z trochę mniejszym poparciem, spełnia wystarczające kryteria Kościoła podane w poprzednim moim komentarzu,
i trzecia prawica "ideał" 99% czystości, bo ideały to są tylko w Królestwie Niebieskim.
W sondażach partia "idealna" utrzymuje się na poziomie 3 procent poparcia. Każdy się spodziewa, że raczej nie przekroczy progu.
Wg idealistów i tak "trzeba" na te partie oddać głos.
A niezdecydowani pragmatycy pomyślą o tym, że te kilka procent partii "idealnej", prawdopodobnie nieprzekraczającej progu, rozbije się na dwie największe partie, więcej na te lewicową i da im kilku posłów, które mogą zaważyć np w głosowaniu w sprawie dobrowolnej aborcji do urodzin czy eutanazji. Co wtedy?
Czy branie tego pod uwagę nie jest właśnie roztropnością polityczną?
Problem w tym że w Polsce nie ma takie sytuacji, moja subiektywna ocena jest taka, że partia lewicowa - 0% czystości, PiS może max 10%, Konfederacja ciężko określić ale kurs jaki obrali napewno przewiduje tendencje spadkową i KKP która jest w 95% czysta.
Tutaj nie ma za bardzo między czym wybierać, a ciągle głosując na PiS bo oni nam aborcje przyblokują to jest strach słabych ludzi. W taki sposób sami skazujemy się na układ. Na to zamykanie kościołów w czasie pseudo wirusa, na nadmiarowe zgony, na rozbrajanie państwa… Polityka jest tak złożona że nie jesteś w stanie przewidzieć do czego posuną się ludzie u władzy, dlatego dla mnie najważniejszym kryterium jest to, że głosować się powinno na ludzi spójnych w czynach i mowie, których punktem wyjściowym jest wiara katolicka.
Nie wiem dlaczego zakładasz, że głosuje na PiS. PiS się wykluczył z bycia wiernym zasadom Kościoła parę lat temu głosując za invitro (posłowie od nich się podzielili, nie cała partia głosowała tak samo z tego co pamiętam, sprawiedliwym jest to zaznaczyc). No i oczywiście wszystkie pandemiczne przymusy zwłaszcza związane z Mszą Święta i Komunią
Czyli, jeżeli problemem do dyskusji jest brak takiej sytuacji, to koniec dyskusji.
Jeszcze raz, z Panem Bogiem i pogłębiamy dalej naukę Kościoła, co by móc rozwazac takie tematy.
Chyba nie opiera się Pan za bardzo na nauce Kościoła i nie wiem jak z Panem dalej dyskutować... Niestety w takich trudnych do rozstrzygnięcia sprawach nie można polegać na "wydaje mi się".
Zagadnienie na pewno ciekawe i niejednoznaczne. Nie pamiętam czy w Katechizmie Gadowskiego było coś na temat państwa i władzy, a teraz nie mogę sprawdzić, bo pożyczyliśmy go rodzinie.
Ze zdrowym rozsądkiem i roztropnością to X Bańka mówił, żeby patrzeć na skutki jakie dany czyn przynosi. Więc też w przypadku pana Brauna to "skomplikowane".
Z Bogiem ????