Wychodzenie Kościoła z kryzysu, w którym obecnie się znajduje, wymagało będzie wielu czynników. Przede wszystkim interwencji nadprzyrodzonej Pana Boga, dużego cudu, ponieważ obecnie rządzący Kościołem moderniści na wszystkich niemal frontach zapewnili sobie kontynuacje obecnych trendów, choćby obsadzając stanowiska kardynalskie ludźmi wprost sprzyjającymi modernizmowi. Niezależnie jak miałby przebiegać ten proces powrotu ogółu Kościoła do katolicyzmu i kiedy miałby nastąpić, na pewno pomóc w tym może już dziś pozyskiwanie jak największego zrozumienia czym ów modernizm jest.
Oto jak można aktywnie walczyć z kryzysem. Obnażając modernizm, ponieważ jedną z najsilniejszych broni modernistów jest szerokość i trudna uchwytność tej herezji. Nietrudno dziś znaleźć kapłana, nie mówiąc o osobie świeckiej, który najzwyczajniej nie rozumie różnic pomiędzy modernizmem a katolicyzmem, przez co tzw. tradycjonalistów uważa za niezrozumiałych krzykaczy. Każdy jeden umysł zaczynający odróżniać zdrową naukę od herezji, oprócz małego zwycięstwa w walce o dusze, stanowi również krok w kierunku ostatecznego wypędzenia błędu z Kościoła, nawet jeżeli miałoby to nastąpić za 500 lat. Czym zatem jest modernizm? Jasnym jest, że w temacie, któremu poświęcone są grube książki, trudno poczynić postępy w rozumieniu za pomocą krótkiej rozprawki. Myślę też, że nie jest konieczne, żeby każdy katolik usiłował posiąść wiedzę na temat bardzo szerokiego systemu błędów, jakim jest modernizm. Pełną wiedzę niech posiadają nieliczni, jakoś powołani do takich wysiłków. Czy reszcie wiernych nie wystarczy znajomość głównie tych błędów, które wpływają konkretnie na ich rozumienie katolicyzmu i ich wiarę?
Chciałbym zaproponować następujący sposób wyłapywania błędów modernistycznych w naszym rozumieniu wiary i poddaję sposób ten pod Twoją, mój Drogi Czytelniku, ocenę. Zamiast usiłować ogarnąć rozumem cały modernizm, można podejść do tego od drugiej strony: poznawać zdrową naukę i gdy tylko poczujemy rozumowy zgrzyt ("oj nie, jakie to archaiczne, może kiedyś tak wierzono, ale dziś już naucza się inaczej") oto trafiliśmy na to dokładne miejsce w naszym rozumieniu wiary, które prawdopodobnie zostało zainfekowane modernizmem i dokładnie ten błąd warto wyłapać, zrozumieć i się go pozbyć. Dla ułatwienia podam kilka możliwości tych zgrzytów, ale proszę to traktować jedynie jako pewne naprowadzenie.
1. Czy przyjmuję dużą rolę subiektywizmu w swoim rozumieniu religii? Wiecie, do mnie Pan Bóg mówi to, a do mnie to. Ja rozumiem tak, a ja tak.
2. Czy na Biblię patrzymy naprawdę jak na słowo Boże, czy gdzieś tam z tyłu głowy dopuszczamy spojrzenie protestanckie, że Biblia choć w części jest efektem weny pisarzy z dawnych wieków?
3. Czy oddzielam w głowie sprawy nadprzyrodzone od spraw ziemskich, na przykład w takim rozumieniu, że Chrystus jest Królem wszechświata, ale przecież nie królem państwa, królem polityki, królem ekonomii i królem stosunków społecznych?
4. Czy o sprawach wiary myślę w sposób raczej symboliczny i doznaniowy niż realny? Na przykład czy jest dla mnie jasne, że po 3 dniach od złożenia prawdziwego, fizycznego, martwego ciała do grobu, ludzka cześć natury Chrystusa zmartwychwstała i była widziana przez konkretnych żywych ludzi, czy może w mojej wyobraźni jest to raczej piękna historia, która ma napełnić moje serce nadzieją i mniejsza o to czy to były fakty czy raczej symbole?
6. Czy wierzę, że Boga można w sposób pewny poznać przyrodzonym światłem rozumu i że wiara jest prawdziwym rozumowym uznaniem prawdy, czy wciąż po części łączę ją ze swoimi uczuciami i swoimi porywami serca?
To tylko niektóre pola, na których mogą pojawić się owe zgrzyty. Jeszcze niespełna 60 lat temu każdy kapłan musiał składać przysięgę, że nie wierzy w żadną z tych głupot. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu papieże walczyli o każdą piędź ziemi, by błędy te nie wchodziły do Kościoła. Cugli popuścił papież Jan XXIII, choć ostrzegano go, że jest to pewna droga do nieszczęścia. Modernizm wdarł się do przestrzeni kościelnej. Owoce tego widać dziś coraz wyraźniej. A odwracanie tego procesu zacząć się może od Ciebie i ode mnie, jeżeli te miny w swoim rozumieniu wiary katolickiej jedna po drugiej będziemy rozbrajać. A zatem - słuchajmy tradycyjnych kazań i czytajmy lektury katolickie sprzed soboru.
Mój Drogi Czytelniku, powodzenia i odwagi.
Komentarze
Dodałbym jeszcze podejście do Mszy: czy uważam, że jest ona spotkaniem, który moment jest najważniejszy, czy aby nie Komunia Święta?
Myślę, że bez pojawienia się znaczących polityków katolickich, wolnych od wszelkiego fałszu, w hierarchicznym kościele nic się nie zmieni. Uogólnię sytuację świata. Dzisiaj rządzą w świecie ideologie ( z definicji fałszywie opisujące rzeczywistość) i fałszywe religie z watykańską wcale nie na czele. Prawdziwie wierzący są w wyraźniej mniejszości. Gdy pojawi się polityk znaczący, który tę prawdę przedstawi prosto będzie szansa na zmianę i w kościele.
Panie Dawidzie, jaką katolicką książkę sprzed soboru poleciłby Pan do przeczytania jako pierwszą?