Dziś o tym, co według mnie każdy z nas powinien czynić w obecnych czasach, w których zawierucha Rewolucji wydaje się triumfować. Jak zwykle przypominam, że nie jestem duszpasterzem i wszystko co piszę może być, ale nie musi, pewną pomocą dla naszego rozumu. Ktoś, słuchając i czytając nasze treści, dojść może do wniosku, że kondycja świata dziś jest dramatyczna i dlatego chciałbym pokazać dwa ujęcia.
W pierwszym, z perspektywy mas jest ona rzeczywiście dramatyczna. W drugim, z punktu widzenia jednostki, chociażby, mój Drogi Czytelniku, Twojego punktu widzenia, kondycja świata jest całkiem dobra. Patrząc pod kątem mas, rzeczywiście: żyjemy dziś w świecie, w którym poddaje się w wątpliwość istnienie obiektywnego dobra i obiektywnej prawdy. Żyjemy w świecie, w którym nieskromność jest doprowadzona do poziomu, którego nawet Zygmunt Freud z pewnością sobie nie wyobrażał. Żyjemy w świecie, w którym ideologia gender, niczym maszynka do mięsa, mieli szczególnie ludzi młodych, a na Zachodzie są miejsca, w których gdy nie zgodzisz się na mastektomię swojej nieletniej córeczki, bo chwilowo myśli, że jest chłopcem, zwyczajnie Ci tę córeczkę zabiorą. Żyjemy w świecie, w którym chwasty chorych ideologii wydają się pokrywać już niemal całe pole świata zachodniego.
A Kościół? Przecież chwasty te nie mogłyby aż tak się rozplenić, gdyby Kościół Chrystusowy był aktywny w ich zwalczaniu. Niestety do Kościoła wstrzyknięto wirusa modernizmu, który nie tylko powstrzymał Kościół od walki z chwastem Rewolucji, ale wręcz popchnął go prosto w jej objęcia, o czym świadczy choćby duszpasterstwo queer, błogosławienie par jednopłciowych czy fakt, że w czasach tzw. pandemii Kościół katolicki był bodaj największym na świecie akwizytorem substancji wstrzykiwanej w ludzkie ramię. Diagnozy można by mnożyć - i tak, z punktu widzenia mas czy też losowej jednostki, są to czasy mocno niesprzyjające jedynemu co ma znaczenie, a zatem zbawieniu duszy.
To jednak dotyczy mas. Wpadanie w niepokoje z tego powodu może być moim zdaniem spowodowane jakimś niewłaściwym rozłożeniem akcentów w życiu. Z perspektywy Twojej, mój Drogi Czytelniku i mojej, obecne czasy, szczególnie w Polsce, nie są złe. Tak, na pewno polityka smutnych panów globalistów bardzo negatywnie odbija się na Twoim portfelu i tak, na pewno szatańskie ideologie czyhają na Ciebie i Twoje dzieci tuż za progiem Twojego domu lub nawet pod Twoim dachem, jeżeli nie kontrolujesz kto co chłonie na ekranach, głównie smartfonów. Ale czy rzeczywiście czyni to sytuację aż tak dramatyczną? Czy masz co jeść? Czy masz dach nad głową? Czy na ulicach jest w miarę bezpiecznie? Powraca więc pytanie jak mierzyć kondycję świata. Czy o kondycji świata nie świadczy przede wszystkim stopień w jakim ułatwia on lub utrudnia osiągnięcie zbawienia dla duszy? I oto z punktu widzenia mas kondycja ta jest dramatyczna, ale z punktu widzenia Twojego i mojego, jest zupełnie znośna.
Z pewnością wiesz, mój Drogi Czytelniku, że nie widzę żadnej sensownej drogi dla człowieka XXI wieku poza Tradycją katolicką. Lub inaczej: od 2000 lat nie ma dla człowieka żadnej innej dobrej drogi niż katolicyzm, który w XXI wieku przez konieczność trzeba nazywać Tradycją katolicką, żeby odróżnić go od mylonego z katolicyzmem modernizmu. Jeżeli więc możesz chodzić na Mszę Tradycyjną, a coraz więcej ludzi może, bo w coraz większej liczbie miejsc jest ona odprawiana; jeżeli możesz czytać katolickie książki, czyli wszystko to, co powstało przed Soborem Watykańskim II, a możesz, bo są one w Polsce bardzo dostępne; jeżeli możesz posłuchać kazania katolickiego na YouTube na kanale Kazania Tradycyjne lub FSSPX Polska; jeżeli masz dostęp do spowiedzi, a masz, jeżeli nie u księdza Tradycji, to w swojej własnej parafii - to Twoja sytuacja, z punktu widzenia jednostki, jest doskonała. Doskonała.
Moim zdaniem odrobinę zbyt często oceniamy kondycję świata z punktu widzenia mas, jakby głównym zadaniem katolika było ratowanie cywilizacji. Tymczasem głównym zadaniem katolika jest dostać się do Nieba. Ewentualne ratowanie cywilizacji jest efektem ubocznym rosnącej liczby nawróceń, a nie celem. Celem jest wypełnianie Woli Bożej i oddawanie Mu chwały, nawet gdybyś został ostatnim katolikiem na Ziemi. A tak nie będzie, bo pan Jezus obiecał, że Kościół będzie do końca świata, w najgorszym więc wypadku zostaniesz Ty i jeden ksiądz. Powtarzam - z punku widzenia mas kondycja świata jest nieciekawa. Z Twojego i mojego punktu widzenia jest ona w tym momencie DOSKONAŁA.
A pamiętajmy, że komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą. Kondycja świata nie powinna być dla nas żadną wymówką by nie żyć w pełni po katolicku.
Komentarze
Uważam podobnie, obecnie sytuacja może być lepsza, przynajmniej w Polsce, niż jeszcze w latach 90-tych, kiedy mniej było Mszy trydenckich, a dostęp do różnych tekstów był trudniejszy. Poza tym, np. w takim Szczecinie są trzy niezależne miejsca sprawowania Mszy, których w sumie jest 5.
Co Pan rozumie przez "niezależne"?
FSSPX, indult oraz parafia.