Z Notatnika Katolika 04 - O fałszywych założeniach cz. 1/2

  @wavey
15.11.2024
+LiCh+
Ostatnio, przeprowadzając debatę z AI na temat aborcji, udało mi się przekonać bota (mimo, że dostał polecenie bycia skrajnie proaborcyjnym), że idea aborcji sama w sobie jest irracjonalna, niespójna logicznie. Udało mi się do tego doprowadzić, ponieważ ustaliłem z nim pewne założenia, a kiedy już doszliśmy do tego z jakiego punktu startujemy, logicznym ciągiem argumentów poprowadziłem debatę do konkretnych wniosków.

(Będzie to cześć 1/2 o fałszywych założeniach, w której skupię się na temacie aborcji, natomiast w następnej postaram się poruszyć ten temat posługując się innymi przykładami)

Po debacie, długo zastanawiałem się, dlaczego w prawdziwej rozmowie z obrońcą aborcji niemożliwym byłoby dojście do takich wniosków. Przecież większość tych osób także chce uważać się za osoby racjonalne. Większość z tych osób naprawdę wierzy w to, że są spójni ze sobą i że ich rozumowanie jest logiczne. Jednak kiedy przedstawiłem tę debatę znajomym na Facebooku, wielu z nich w komentarzach dalej broniło argumentów, które obok zostały przecież obalone. Niemożliwe jest, że mój znajomy x czy y jest niespełna rozumu, jednak w sprawie aborcji pisze jak potłuczony, mówiąc, że 2+2=2 mimo że wykazałem logicznie, że to jest 4.

Po dłuższych rozmyślaniach doszedłem do wniosku, że kluczowe są tu właśnie ZAŁOŻENIA. Osoby popierające aborcje zakładają bowiem, że prawo do samostanowienia o sobie, jest ważniejsze niż fakt, iż nie powinno się wartościować ludzkiego życia, bo jest to nieetyczne. Kiedy piszę to „na sucho” dalej wydaje się to niedorzeczne, jednak kiedy weźmiemy pod uwagę, jakich technik używa się aby zmanipulować masy, możemy po części zrozumieć dlaczego tak duży posłuch w społeczeństwie ma ta koncepcja.

Celem ludzi odpowiedzialnych za masowe pranie mózgu jest zmiana założeń mas tak, aby na ich podstawie doprowadzić do pewnego pożądanego efektu. Aby się to udało trzeba zastosować szereg socjotechnik. Nie będę skupiać się na wszystkich, bo nie ma tu na to miejsca, ale na pewno jedną z istotnych jest ZMIENIANIE ZNACZENIA SŁÓW.

Przykładowo, wyobraźmy sobie, że jest społeczeństwo żyjące w lesie. Komuś zależy aby ten las wyciąć, jednak wie, że spotka się to z oporem tej danej grupy, która tam żyje. Jeśli uda się doprowadzić do tego, że jakaś część tych ludzi, będzie rozumiała słowo drzewo jako „odchody”, daje to idealny punkt wyjścia do rozpoczęcia chaosu… Brzmi niedorzecznie, jednak przy odpowiednich nakładach jest jak najbardziej możliwe.

Kiedy już uzyskamy wystarczająco dużą grupę, która zakłada że za słowem drzewo kryje się łajno, można zacząć nowy etap urabiania ludzi, czyli granie na emocjach. „Eksperci” zaczną wykazywać, jak wiele ludzi umiera z powodu toksycznych oparów które wydzielają odchody. Społeczeństwo się polaryzuje, jedni zakładają, że drzewa dają życie i trzeba ich bronić, natomiast inni zakładają, że drzewa zabijają i trzeba się ich pozbyć. Konflikty eskalują a efektem tego jest coraz większy ładunek emocjonalny, a kiedy mamy już duże emocje, wtedy możemy zacząć etap tresury.

Tresura polega na tym aby tworzyć uproszczone skróty myślowe, prowadzące do konkretnych emocji. Np. kiedy zwolennik wycięcia lasu usłyszy słowo drzewo, ma to od razu odpalać w nim pożądaną emocję, np złość. Takie „pieczętowanie” słów mocnymi emocjami sprawia, że merytoryczna rozmowa z takim człowiekiem będzie niemożliwa do przeprowadzenia, ponieważ każda z tych „pieczęci” będzie stanowiła mur. Debata z AI była udana właśnie dlatego, że silnik ten nie ma emocji, które mogłyby przeszkadzać mu w zrozumieniu argumentów.

Jak widać na tym przykładzie, każda z tych grup wierzy że działa logicznie, jednak zmienione założenia tworzą rozbieżne wnioski. Silne emocje natomiast, zaimplementowane w danych słowach tworzą barierę, która dla większości jest nie do przeskoczenia, przez co wykazanie takiej osobie niespójności graniczy z cudem.
Patrząc na to w ten sposób myślę, że o wiele łatwiej zrozumieć jak działają ludzie poddani lewackiemu praniu mózgu. Pozwala to ocenić czy dana rozmowa ma sens, bazując na tym, czy nasz rozmówca ma skłonność do ulegania silnym emocjom. Wartym podkreślenia jest też fakt, że nie tylko „emocjonalne pieczęci” działają na nasza niekorzyść, ale także oparty na lęku, mechanizm niemożności przyznania się do błędu. Takie osoby, często na samą myśl o tym, że mogłyby być w błędzie są podświadomie przerażone. Wymagałoby to bowiem totalnej kapitulacji i przyznania, że lwią część życia spędziło się na bronieniu nonsensu.

Co więc możemy zrobić? Przede wszystkim modlić się do Najświętszej Maryi Panny aby broniła spraw, których bronić trzeba, oraz do Ducha Świętego aby dawał nam mądrość i roztropność w podchodzeniu do tego typu dyskusji i w ich prowadzeniu. 

Jeśli chodzi o praktyczne aspekty, wniosek jest taki, że trzeba by nauczyć się w jakiś sposób skutecznie rozbrajać te „miny emocjonalne”, a następnie trafiać z logicznym przekazem do omamionego człowieka, wykazując mu wpierw jego błędne założenie, a potem na podstawie skorygowanego punktu widzenia doprowadzić do prawidłowego wniosku. Tyle w teorii, ale czy jest to możliwe w praktyce..?

Komentarze