Dziś o grze w szachy z Diabłem. Szatan rozgrywa partię szachów o Twoją duszę. Po Twojej stronie są figurki białe, na które idą czarne figurki diabła. Jego główna figura przedstawia jego samego depczącego Krzyż, co obrazuje utratę przez Ciebie wiary. To jest główny cel jego gry i tak właśnie rozumie zwycięstwo. Wysyła na Ciebie swoje pozostałe figury.
Pierwszą jest hetman, czyli pycha. Celem diabła jest wzrost Twojej pychy. Dąży do tego przede wszystkim, przez mącenie Ci w głowie byś nie rozumiał czym ona jest. A pycha to tak naprawdę fałszywy obraz Ciebie. Czy wynosisz się nad innych, czy uważasz się za największą porażkę świata, w obu tych przypadkach koncentrujesz się na sobie, oglądasz świat przez pryzmat siebie, przypisujesz sobie większą wagę niż masz naprawdę.
Naprzeciw czarnym figurom diabła idą Twoje figury białe. Hetmanem jest pokora. Pokora, czyli prawda o Tobie. Jesteś zwyczajny. Ani najważniejszy ani najmniej ważny. Ani święty, ani największy grzesznik w historii. Zwyczajny. I masz jedną duszę, o której przyszłość w wieczności toczy się ta partia szachów. Najważniejszą Twoją figurą na szachownicy jest Twoja Wiara - biała figura Krzyża, pod którym klęczy Twoja postać. Ostatecznym celem diabła jest Twoja utrata wiary. To jest szach-mat do którego dąży. W tym celu używa swoich figur, którymi obok pychy są zmysłowość i niewstrzemięźliwość. Z drugiej strony planszy szykuje już atak przy pomocy gniewu i lenistwa. Naprzeciw Twoje figury. Czystość. Umiarkowanie. Wdzięczność, która blokuje czarną figurę zazdrości...
Partia ta rozgrywa się nad Twoim grobem, ponieważ, uwzględniwszy jak krótką chwilką jest nasze życie, każdego dnia w zasadzie jesteśmy nad grobem. Stawka jest olbrzymia - od wyniku zależy to, gdzie spędzisz wieczność. Nie wolno poddać się w tej partii, choć inteligencja przeciwnika przerasta Twoją nieskończenie. Gdzie szukać podpowiedzi na temat ruchów Twoich figur? W całej doktrynie katolickiej. Czy to wystarczy, by pokonać tego nieziemsko inteligentnego adwersarza? Nie. Ale partii tej przygląda się Najświętsza Maryja Panna gotowa dodawać Ci rozeznania właściwych ruchów, jeżeli tylko będziesz ją pytał. Razem z Niepokalaną partię tę obserwują Twój Anioł Stróż, Twoi święci patroni i cały Kościół Triumfujący - wszyscy, którzy kiedykolwiek dostali się do Nieba obserwują tę Twoją partię szachów.
Jest nowy dzień, siadasz do szachownicy. Przeciwnik jest mocny i zawzięty. Zbija Twoje figury i cieszy się na zwycięstwo. Lecz cóż to? Choć zasady tej gry, które on zna, temu przeczą, Twoje zbite figury znowu pojawiają się na szachownicy. Niewinność. Czystość. Jak to możliwe? Masz sakramenty. Masz spowiedź świętą. Masz Mszę! Bez tego byłaby to partia błyskawiczna, a szatan zmiótłby z planszy wszystkie Twoje figury. Ale nie tak szybko. Za Tobą stoi Twój Zbawiciel, Pan Jezus. Bez pomocy nadprzyrodzonej nie masz w tej partii szans. Ale bez Twojej pełnej determinacji i użycia w pełni Twoich zdolności (wątłych, ale zawsze) również tej partii nie wygrasz.
Zegar szachowy tyka. Idź do spowiedzi. Słuchaj Mszy Świętej tradycyjnej. Katechizuj sam siebie. Módl się. Oddawaj i powierzaj Niepokalanej. Używaj białej figury pobożności. Nie trać figury nadziei, bo na tę szatan też łakomie czyha. Ta partia musi, musi być wygrana. Chodzi o Twoją duszę w wieczności.
Mój Drogi Czytelniku, odwagi i powodzenia!
Komentarze
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Partia szachów trwa i każdy ruch ma swoje konsekwencje. Ja akurat jestem na etapie walki z pokusą Internetu i przesadnego "zdobywania wiedzy" oraz przywiązania do świata. Walka nie ustaje i jeszcze nie czas na powrót. Wciąż nie czuję się usatysfakcjonowany w kontrolowaniu tego. Dziś jednak zerknąłem na portal, przeczytałem i Pan Panie Dawidze dalej trzyma formę. Cieszy mnie też, że powstaje coraz więcej tematów na forum na naprawdę wysokim poziomie.
Jest Pan najprawdziwszym wojownikiem Kościoła Walczącego i proszę nie przestawać w głoszeniu Prawdy.
Już o tym pisałem, ale napiszę jeszcze raz. Bardzo proszę pomyśleć o wydaniu książki z rozprawkami. Jestem przekonany, że byłaby hitem. Może by Pan nawet jakąś skromną dotację 17 baniek dostał jak Olga Tokarczuk.
Jeżeli do tego nie dojdzie to z pewnością wydrukuję je sobie sam i zrobię segregator wartościowych treści dla siebie i potomnych. Pana teksty są na niezwykle wysokim poziomie. Skomplikowane treści są wyłożone w sposób bardzo przystępny dla przeciętnego śrmiertelnika. Motywują do działania. Takiej nauki już niestety często nie ma z ambony w posoborowiu, więc zapotrzebowanie w uśpionym społeczeństwie jest ogromne.
Apropo nauki.
W ramach treningu nad sobą jestem w trakcie zgłębiania "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza a Kempisa. O ile się dobrze orientuję książka jest wymagana na rekolekcjach ignacjańskich w FSSPX.
Wydaje mi się, że kiedy człowiek chce wejść na wyższy poziom gry w szachy z diabłem musi zacząć od dokładnego poznania figury o nazwie POKORA. Odkrycie Tradycji i Mszy Wszech Czasów siłą rzeczy ukazuje człowiekowi jak wiele jest cały czas do zrobienia i jak wiele potrzeba nieustannej pracy. Świadomy katolik zawsze ma pełne ręce roboty i nie trwoni czasu. Przecież mamy go tak mało.
Szeroko pojęte dojście do Tradycji otwiera drogę, by z każdym dniem lepiej rozumieć zasady gry. Człowiek sobie uświadamia jak wielka jest stawka i jak poważna jest ta partia. Wie też jak wytrawny gracz siedzi naprzeciwko. To co wcześniej wydawało się "lekkim grzeszkiem" nagle zaczyna ciążyć jak stukilowa sztanga na plecach. Wieczne wyszukiwanie drzazg u innych zaczyna mieć mniejsze znaczenie, bo wielka belka tkwi we własnym oku. Zaczyna się rozumieć, że namolne uświadamianie innych i potrzeba wiecznego udowadniania swoich racji to śmierdząca pycha. Zaczyna się prawdziwie i szczerze kochać innych i się im poświęcać. Wreszcie wie się, że bez uniżenia i ofiarowania swojej partii szachów Panu Jezusowi, Najświętszej Maryi Pannie i orędownikom w Niebie można w sumie się od razu poddać.
Dobry szachista to taki, który nawet najmniejszy ruch oddaje swojemu Mistrzowi. Od Mistrza trzeba się nieustannie uczyć. Nawet wprawiony szachista często traci swoje figury, ale jeśli potrafi każdy dzień ofiarować Mistrzowi odbudowuje je. Z takim podejściem szachista zaczyna też być coraz lepszy w tej grze i skuteczniej potrafi odpierać wściekłe ataki figur nieprzyjaciela.
Trochę się rozpisałem. Pozwolę sobie jeszcze wkleić 2 fragmenty ze wspomnianej wyżej książki, które traktują o POKORZE i o tym jak uczyć się od Mistrza. Książkę bardzo polecam każdemu, bo to świetny podręcznik z zasadami.
"Marnością jest gromadzić bogactwa, które przeminą, i w nich pokładać nadzieję. Marnością także - zabiegać o własne znaczenie i piąć się na coraz wyższe szczeble godności.
Marnością - iść ślepo za zachceniami ciała i szukać tego, co kiedyś przyjdzie ciężko odpokutować. Marnością jest pragnąć długiego życia, a nie dbać o życie dobre. Marnością -
przykładać wagę tylko do teraźniejszości, a o przyszłości nie myśleć. Marnością - miłować to, co tak szybko przemija, a nie śpieszyć tam, gdzie radość nieprzemijająca. Miej często w
pamięci to zdanie: Nie nasyci się oko widzeniem, a ucho nie napełni się słyszeniem. Staraj się więc odciągać serce od rzeczy widzialnych, a zwracaj się ku niewidzialnym. Bo ci, co
zawierzają tylko poznaniu zmysłów, plamią sumienie i tracą łaskę Boga."
"Oto największa i najlepsza szkoła: poznać naprawdę samego siebie i odwrócić się od siebie. O sobie samym niewiele mniemać, a o innych zawsze jak najlepiej - to mądrość, to jest
doskonałość. Nawet gdybyś widział, że ktoś jawnie grzeszy albo dopuszcza się zbrodni, nie powinieneś uważać się za lepszego, bo nie wiesz, jak długo wytrwasz w dobrym. Wszyscy
jesteśmy ułomni, lecz ty nie sądź, że ktoś mógłby być bardziej ułomny od ciebie.".
Ja też wszystkim życzę zwycięstwa w tej walce!