Splunąć przez ramię i nie oglądać się za siebie

  @karolb
05.09.2025
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. 
Od około 18 lat sympatyzowałem, a od jakichś 12 kibicowałem pewnemu zagranicznemu klubowi piłkarskiemu. Częścią doświadczenia kibicowskiego był udział w tworzeniu społeczności zorientowanej wokół klubu na nieoficjalnej stronie polskich kibiców. Założyłem na niej konto w 2012 roku i początkowo, jeszcze jako nastolatek, udzielałem się w tematach stricte sportowych. W miarę dorastania zainteresowanie piłką nożną się zmniejszało, a że platforma udostępniła miejsce wymiany myśli wszelakich, a zbiegło się to ze wzrostem zainteresowania polityką z mojej strony, to pisałem mniej o piłce, a więcej o wydarzeniach w Polsce i na świecie. 
W czasie ostatniej kampanii wyborczej stronę oblegli, nie gryząc się w język, sodomici. Poglądy, które reprezentowali i dewiacje, które głosili, jak to się mówi "raniły pobożne uszy". Stwierdziłem, że czystym dyshonorem jest tworzenie dalej wspólnej społeczności z tego typu jednostkami. Wobec powyższego usunąłem konto z portalu i porzuciłem jakąkolwiek aktywność na nim. 
I teraz do sedna. Jaka według Was jest granica, która usprawiedliwia porzucenie danego środowiska, zerwanie stosunków z ludźmi, od których należy się odciąć w myśl zasady "kto z kim przestaje, takim się staje"? Czy nie powinniśmy raczej zostawać w takim towarzystwie, próbując, oczywiście w miarę możliwości i stopnia sprawności w cnotach, dobrym przykładem docierać do co mniej zatwardziałych? Co gdy materia nie dotyczy anonimowych osób w internecie, ale chodzi o potencjalne zerwanie stosunków ze znajomymi czy przyjaciółmi, nie mówiąc już nawet o rodzinie?

Komentarze