Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Od około 18 lat sympatyzowałem, a od jakichś 12 kibicowałem pewnemu zagranicznemu klubowi piłkarskiemu. Częścią doświadczenia kibicowskiego był udział w tworzeniu społeczności zorientowanej wokół klubu na nieoficjalnej stronie polskich kibiców. Założyłem na niej konto w 2012 roku i początkowo, jeszcze jako nastolatek, udzielałem się w tematach stricte sportowych. W miarę dorastania zainteresowanie piłką nożną się zmniejszało, a że platforma udostępniła miejsce wymiany myśli wszelakich, a zbiegło się to ze wzrostem zainteresowania polityką z mojej strony, to pisałem mniej o piłce, a więcej o wydarzeniach w Polsce i na świecie.
W czasie ostatniej kampanii wyborczej stronę oblegli, nie gryząc się w język, sodomici. Poglądy, które reprezentowali i dewiacje, które głosili, jak to się mówi "raniły pobożne uszy". Stwierdziłem, że czystym dyshonorem jest tworzenie dalej wspólnej społeczności z tego typu jednostkami. Wobec powyższego usunąłem konto z portalu i porzuciłem jakąkolwiek aktywność na nim.
I teraz do sedna. Jaka według Was jest granica, która usprawiedliwia porzucenie danego środowiska, zerwanie stosunków z ludźmi, od których należy się odciąć w myśl zasady "kto z kim przestaje, takim się staje"? Czy nie powinniśmy raczej zostawać w takim towarzystwie, próbując, oczywiście w miarę możliwości i stopnia sprawności w cnotach, dobrym przykładem docierać do co mniej zatwardziałych? Co gdy materia nie dotyczy anonimowych osób w internecie, ale chodzi o potencjalne zerwanie stosunków ze znajomymi czy przyjaciółmi, nie mówiąc już nawet o rodzinie?
Komentarze
Wg mnie decyzję taką należy rozpatrywać z dwóch punktów widzenia. Pierwszy - zasadniczy - bezpieczeństwo naszej własnej duszy. Nie wolno samego siebie narażać na pobrudzenie, niepokój, zamęt, żeby "dobrym przykładem" docierać do kogoś w takim środowisku. Drugi - realna ocena naszych możliwości. Czy pozostawanie tam może rzeczywiście komuś pomóc. Zwykle jest to myślenie życzeniowe, ale nie zawsze. Jeżeli umiemy chronić samych siebie przed złym wpływem, a dodatkowo umiemy osiągać wymierny skutek, pisząc coś, co komuś realnie pomaga, być może warto próbować.
Ja osobiście nie czułbym się tak mocny, żeby pozostać w takim środowisku, bez narażenia na szwank własnego życia duchowego.
Przypominam cytat z Nowego Testamentu o strzepaniu pyłu z sandałów oraz o nie rzucaniu pereł przed wieprze. Głowa do góry, proszę zbadać jak się Pan czuje po odcięciu się od konkretnych osób. W moim przypadku owoce były za każdym razem dobre, choć odcinanie się samo w sobie nie jest przyjemnym procesem, ale czasami po prostu potrzebnym.
W opisanej sytuacji nie miałem żadnego sentymentu czy trudności z zerwaniem kontaktów, więc widzę same plusy w strzepaniu pyłu z sandałów. Po prostu skłoniło mnie to do rozważań w tym temacie, bo przecież poziom zaangażowania emocjonalnego w relację tego typu może być znacznie wyższy. Dziękuję za troskę i podzielenie się swoimi odczuciami.
Rozumny, przemyślany wybór zawsze jest najlepszy.
Czytając tę historię bardzo mnie zastanowiło a skąd Ci "nowi" przybysze się wzięli na tym forum. Czy to przypadkiem nie byli kibice innego klubu wspomagani zmyślonymi wulgarnymi treściami którzy właśnie chcieli rozpędzić kibiców przeciwnej drużyny ale myślę że kibice po prostu nie zdobyliby się na zagranie taką kartą :)
Miałem podobne zdarzenie kiedy testowałem prywatną, niezależną od korporacji sieć społeczną Mastodon - gdy wypróbowywałem kilka reklamowanych publicznych serwerów mastodon to dosłownie na każdym już w pierwszych podpunktach regulaminu zastrzegali że nie wolno szerzyć ani promować rasistowskich idei, homo, transfobicznych... już czytanie regulaminu zadawało mi pytanie po co takie szczególne zapisy zamieszczać - dlaczego miałbym komuś coś wytykać albo ogólnie promować fobię przeciwko jakimś zboczeniom tym bardziej kto by tam chciał takie idee promować - po co zużywać na to czas w serwisie internetowym,
Jaki miałbym w tym mieć cel. Przecież nie po to loguję się na serwerze dotyczącym wydarzeń w Warszawie albo Londynie żeby rozprawiać na takie tematy.
Jak się później okazało te publiczne serwisy Mastodon mają jeszcze więcej indoktrynacji wielokolorowo-wieloliterkowej niż znane msn'y, fejsbuki itp. i to tych treści użytkowników miał bronić ów regulamin.
Piszę o tym ponieważ w tym przypadku nie było podstaw by to zgłosić do moderacji, zwłaszcza przy takim regulaminie, to były po prostu treści lejące wodę, sześciokolorowe flagi i awatary które przypominały mężczyzn z pomalowanymi brwiami, paznokciami itp. skrzywione ale nie wspominające wprost o tematach tabu.
Te Mastodony wyglądały jak opustoszałe wyspy bez ciekawych treści - ktoś opublikował że skosił sobie trawnik i że teraz wygląda tak [załączył zdjęcie]. :(